poniedziałek, 16 lutego 2009

Gdzie jest moje 17 miliardów?! Czyli kilka słów tym, jak los potrafi płatać figle.

Przełom stycznia i lutego upłynął na wywracaniu budżetowego worka na drugą stronę i szukaniu oszczędności. Powodem „wietrzenia” państwowej kasy były doniesienia o ogromnych długach resortu obrony, choć się we znaki dał także kryzys gospodarczy powoli docierający do Polski. Premier zażądał od wszystkich ministrów cięć na łączną sumę 17 miliardów złotych. Na indywidualnych rozmowach z każdym ministrem omawiał zmniejszanie wydatków w poszczególnych resortach.

Trwał wokół tego poszukiwania gotówki szum medialny. Było publiczne ruganie ministra Klicha za zbyt małe cięcia (i plotki o jego ewentualnej dymisji). Mieliśmy konferencje prasowe wszystkich ministrów zdających szczegółowe relacje z poczynionych oszczędności i podsumowujące wystąpienia premiera. Media dodatkowo podsycały atmosferę „szukania pieniędzy” obszernie relacjonując planowane cięcia na wykresach, tablicach i grafikach.

Jaki to wszystko przyniosło efekt? Z pozoru żaden, gdyż premierowi nie udało się zabrać pożądanej kwoty. Tusk jednakże odniósł sukces na innej płaszczyźnie. A jakże, popisał się świetnym PR. Wrażenie po publicznym szukaniu pieniędzy zostało pozytywne. Premier jest odważny, zaradny, surowy i solidny gospodarz. Walczy z kryzysem.

Tylko co z tego, gdy tak naprawdę znów zabiera się do wszystkiego od dupy strony?
Po pierwsze, uzyskane oszczędności mają znikomy wpływ na gospodarkę stojącą w obliczu co najmniej recesji, albo kryzysu. Po drugie, ekonomiści w większości twierdzą, że nie należy teraz pod żadnym pozorem wyhamowywać gospodarki (a cięcia to spowodują). Paradoksalnie twierdzą wręcz, że trzeba się jeszcze bardziej zadłużyć, ale przez to wpompować więcej pieniędzy w gospodarkę. Wszystko po to, żeby rozruszać i pobudzić krajowy rynek. Po trzecie wreszcie, gdyby chcieć choć trochę powalczyć z nadciągającą recesją, nie ma w Polsce lepszej metody do rozruszania gospodarki niż obniżenie podatków (A nie jak sugerują „mózgi” z SLD, żeby je podwyższać! Cóż, to socjaliści, a nie ludzie:), uproszczenie procedur administracyjnych, usunięcie barier urzędowych i likwidacja koncesjonowania wielu gałęzi gospodarki. Premier tego nie robi, bo woli łatwiejszą drogę do publicznego poklasku - PR.

Dla dobrego wizerunku premier zdymisjonował też ministra Ćwiąkalskiego. Spowodowały to oczywiście zatrważająco dziwne samobójstwa skazanych za uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Ćwiąkalski zamiast przyznać, że coś jest cholernie nie tak, skoro z ośmiu podejrzanych (a siedmiu skazanych) trzech już nie żyje, zaczął bredzić o tym, jak niewielki odsetek więźniów popełnia w Polsce samobójstwa. Całe to zajście spotkało się z szalenie negatywną reakcją mediów i społeczeństwa, dlatego też Tusk nie myśląc długo zdymisjonował ministra. Znów sukces medialny. Premier jest na miejscu, czuwa nad sprawiedliwością.

Los potrafi być jednak okrutny. Tusk chciał „błysnąć” po raz kolejny… Choć wiele znanych osobistości odmówiło premierowi, a ten zdawał się być już w kropce z powodu braku dobrego kandydata, to nagle powołał nowego ministra sprawiedliwości. Okazał się nim być znany opozycjonista, Andrzej Czuma. O życiorysie, jak głosiła PO-wska propaganda, „kryształowo uczciwym”. „Błyśnięcie” nie całkiem się udało. Dziennikarze bowiem dogłębnie zbadali życiorys nowo powołanego ministra. Znaleźli parę ciekawych informacji. Czuma okazał się być człowiekiem z dziwnymi długami zaciągniętymi (rzekomo spłaconymi) podczas pobytu w USA. Co gorsza, zaczął on w ministerstwie szerzyć nepotyzm. Do tego doszły szokujące wypowiedzi na temat władz Pakistanu, problemy z zeznaniem majątkowym i zasiadaniem w zarządzie spółki swojego syna. Całkiem sporo, jak na trzy tygodnie ministrowania. Oczywiście Tusk i spółka wzięli w obronę Czumę (bo co innego mieli zrobić?!) i twierdzili, że na ministra zaczęła się medialna nagonka (sic!).

Morał z tego taki, że ślepe posługiwanie się PR i podejmowanie decyzji w perspektywie tylko i wyłącznie rosnących słupków poparcia to działanie dramatycznie głupie, chciwe, nastawione na tymczasowy zysk i z gruntu szkodliwe!

Kto otrzeźwieje pierwszy: naród czy premier?

gooral

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Nowy Lepper polskiego parlamentu

W miniony weekend zawrzało. Janusz Palikot, naczelny błazen Platformy Obywatelskiej, bezpardonowo zaatakował posłankę Grażynę Gęsicką. Zrobił to w odpowiedzi na jej konferencję prasową, podczas której była minister zarzuciła rządowi skandalicznie niskie wykorzystanie środków unijnych. Fakt, że ktokolwiek śmiał zarzucić koalicji nieudolność tak mocno rozsierdził Palikota, że powiedział o „prostytuowaniu się” Gęsickiej.

Tak dobitne słowa dawno już nie padały w polskiej polityce, tym bardziej odnośnie kobiety. Spotkały się one z krytyczną reakcją prawie wszystkich stronnictw, łącznie z członkami PO. Wybuchu Palikota nie zdzierżył nawet bardzo spokojny Jarosław Gowin. Tylko co z tego, że publicznie potępiono Palikota, skoro zaraz cały gniew na niego łagodził wypowiedziami Zbigniew Chlebowski (zapowiedział ukaranie, ale od razu dodał, że wyrzucenie z klubu raczej nie wchodzi w rachubę), a z kontratakiem wyskoczył (w programie "Kawa na ławę"), jak to ma w zwyczaju , Stefan Niesiołowski.

Pojawia się pytanie: Dlaczego Palikot nadal jest tolerowany w PO?
Prawdopodobne są dwa scenariusze. Jeden – pisałem o tym w poprzednim tekście – to taki, że Palikot ma przyzwolenie z samej góry na swobodne „dowalanie” przeciwnikom politycznym. Wie, że choć zostanie od czasu do czasu zbesztany, to nigdy nie stanie mu się nic złego. Za tym scenariuszem przemawia fakt zamordyzmu w PO. Nie sądzę, by Tusk i Schetyna, tolerowali tak nagminną niesubordynajcę (mimo wszystko czasami Palikotowi grożono konsekwencjami, bezskutecznie), gdyby cicho na nią nie przystawali. Przecież bez skrupułów „wyrzucili” Jana Marię Rokitę, więc swobodnie poradziliby sobie z Palikotem. Zwłaszcza, że do filarów PO on nie należy. Widocznie nie chcą, bo wybryki są im na rękę.
Drugi – Palikot jest tolerowany wyłącznie dlatego, że jest bogaty. Pozbycie się takiego człowieka z partii mogłyby poważnie jej zaszkodzić. Palikot to mimo wszystko wpływowy człowiek (zwłaszcza w kręgach biznesu), i jego zniechęcenie mogłoby spowodować odpływ pewnej części elektoratu (a co za tym idzie: środków na partię).

Dlaczego Palikot jest nadal „gwiazdą” parlamentu?
Wypełnił on idealnie lukę po Andrzeju Lepperze. Żeby było jasne: droga do polityki każdego z nich była zgoła odmienna, to dwie różne osobowości, ale mają jedną wspólną cechę: są kontrowersyjni. O tym, że jest zapotrzebowanie na tego typu persony, świadczy niestety popularność Palikota wśród ludzi: wręcz uważają go za swoistego bohatera, który wali innym prosto w twarz to, co mu leży na wątrobie. Niewielu natomiast zwraca uwagę, że to zwykły prostak, który swoją wulgarnością, „oryginalnymi” pomysłami i wypowiedziami (za którymi niestety nie ma żadnej treści, rażą nawet swą infantylnością) kreuje się na znawcę i skutecznego polityka. Dodatkowo ma darmowy czas i popularność w mediach. Wiadomo: jak zaprosi się Palikota, to na pewno powie coś kontrowersyjnego.

Dopóki działania Palikota będą tolerowane przez jego partię, oraz będzie tak chętnie prezentowany w mediach, dopóty będzie nowym Lepperem polskiej sceny politycznej.

gooral

(Rysynek: www.pardon.pl)

Podsumowanie roku 2008

Witam wszystkich czytelników naszego blogu. Znów minęło dużo czasu od ostatniego wpisu. Życie:) Nie ma co marudzić, trzeba nadrabiać zaległości. Miniony rok był dla Polski słaby i smuty. Mimo to wydarzyło się kilka ważnych rzeczy, którym należy mu się kilka zdań podsumowania. Oczywiście subiektywnego.

Moim zdaniem najważniejszym wydarzeniem roku 2008 dla Polski, choć sama sytuacja nie wydarzyła się w naszym kraju, było irlandzkie nie dla traktatu lizbońskiego (de facto konstytucji UE). Mieszkańcy zielonej wyspy uratowali nas przed utratą suwerenności. Obywatelom Polski nie dano takiej szansy (zadecydowali proeuropejscy politycy), tym bardziej należy więc docenić wynik irlandzkiego referendum.

Rok miniony obfitował niestety głównie w wydarzenia przykre. Jednym z nich było (kolejne już) potwierdzenie informacji o współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Książka oczywiście spotkała się z furiackim atakiem tzw. „środowiska medialnego i inteligenckiego” (po prostu: salon). Ba! Stworzono nawet naprędce paszkwil w postaci autobiografii Lecha Wałęsy, pod iście przewrotnym tytułem „Droga do prawdy”. W mediach trwała nagonka na panów Cenckiewicza i Gontarczyka. Wśród oskarżycieli brylowali Stefan Niesiołowski, Bronisław Komorowski, Janusz Palikot i podobni.
Publikacja IPN, która dobitnie i ostatecznie potwierdziła donosicielstwo elektryka, ujawniła również porażające informacje, że „Bolek” będąc już prezydentem nie tylko oglądał swoje „chlubne” dokonania w archiwach MSWiA, ale je systematycznie wynosił i NISZCZYŁ. Mało tego, kwitował to własnym podpisem (!!!). Media o tym ledwo napomknęły (!!!), ale zagregowała (oczywiście: nie to że chciała, ale musiała) prokuratura i zostało wszczęte śledztwo. Jednakże tempo i skuteczność działań aparatu sprawiedliwości pod wodzą byłego peerlowskiego aparatczyka Zbigniewa Ćwiąkalskiego jest mniej niż ślimacze (o czym nie raz przekonaliśmy się nie raz w 2008 roku). Sprawa niby się toczy, ale nic o niej nie wiadomo.

Wydarzeniem była również śmierć Bronisława Geremka w wypadku samochodowym. Jedni twierdzili, że Polska straciła wielkiego patriotę. Inni wprost przeciwnie, że choć w przykrych okolicznościach, kraj uwolnił się wreszcie od szkodzącego, obrażającego własny naród demagoga. Tak czy inaczej, sam wypadek jest sprawą zaskakującą. Geremek zderzył się czołowo w dzień, na prostym odcinku drogi. Prokuratura, która zawsze w tego typu wypadkach ujawnia stan trzeźwości prowadzącego, tym razem tej informacji nie ujawniła. Zaskakujące? Raczej nie, biorąc pod uwagę ewentualne szkody, jakie taka informacja mogłaby poczynić na nieskalanym wizerunku „autorytetu”.

Z prokuraturą związane jest kolejne skandaliczne wydarzenie (z końca roku 2007, ale upublicznione w 2008). W skrócie: marszałek Bronisław Komorowski dowiedział się od byłego agenta Wojskowych Służb Informacyjnych (którego sam wyrzucił z pracy), że ma szansę wglądu do aneksu raportu dotyczącego WSI. Komorowski mocno zainteresował się aneksem, ponieważ najprawdopodobniej bardzo się go obawiał. Chodzi o jego działalność, gdy był szefem MON-u. Komorowski wiedział, że sprawdzano wątki dotyczące działania w fundacjach i bankach, które wskazywały na jego bliskie związki z oficerami WSI. Kiedy o całej sprawie zrobiło się głośno, to Komorowski zgłożył do prokuratury zawiadomienie o tym, że próbowano go przekupić.
Dlaczego Komorowski zwlekał długo ze zgłoszeniem sprawy (ponad dwa tygodnie, choć jego obowiązkiem było zrobić to niezwłocznie)? Dlaczego w ogóle przyjmował byłych agentów WSI i interesował się aneksem do raportu o WSI? To mogłoby wyjaśnić śledztwo, ale pod wodzą Zbigniewa Ćwiąkalskiego nie dowiemy się niestety nic. Zmarnowano świetną okazję do zbadania,jak wielkie były związki byłych agentów WSI z obecną władzą.

„Polityki miłości” miała być naczelnym hasłem nowego rządu, symbolem zmiany, jakości w polityce. Okazała się wielką klapą i nieporozumieniem. A właściwie: pustym sloganem, kłamstwem. Początki miałyby piękne: uśmiechnięty i radosny premier Tusk z oficjalną podróżą do Peru. Okazało się jednak, że ta wizyta to raczej urlop, a „Słońce Peru” zamieniło się w „peruwiańskiego cudaka”. Potem było już tylko gorzej. Jak wiele wspólnego premier ma z miłością pokazał incydent z samolotem dla prezydenta. Tusk popisał się irytującą bezczelnością i zawzięciem pięciolatka w piaskownicy (co nie znaczy, że prezydent zachowywał się o wiele lepiej). Miłością i spokojem w 2008 r. emanowali również marszałkowie Komorwski i Niesiołowski, brylował Chlebowski i Nowak, a już iście anielskie oblicze pokazał Janusz Palikot. Ten człowiek zasłużył sobie za poprzedni rok miano antyosobowości roku. Obraził kogo się tylko da, z prezydentem na czele. Skutecznie zasiał wśród ludzi wątpliwość odnośnie stanu jego zdrowia, praktycznie wmówił im jego rzekomy alkoholizm. Mało tego, nazwał głowę państwa chamem (czego prokuratura nie uznała za zniewagę!!!). W normalnym kraju taki pajac byłby skończony, ale u nas traktowany jest jako „silna osobowość” i promowany w mediach (głównie w TVN). Prawdą jest jednak, że nie jest to żadna silna osobowość, ale ściśle zaprogramowana maszyna do walki politycznej.
Polityka miłości? Nieporozumienie roku.

Rząd Donalda Tuską również nie popisał się żadnym sensownym działaniem w 2008 r. Nie przeprowadzono konkretnych reform, skupiono się wyłącznie na propagandzie i PR. Z hucznych zapowiedzi rozliczenia poprzedników nic nie wyszło: raport Pitery o CBA nadal jest tajny, głośno zapowiadane komisje śledcze również bardzo kuleją. „Słynna” komisja Palikota okazała się siedliskiem lobbystów, a nie przyjaznym obywatelom organem.
Tragiczna była polska polityka zagranicza. Pozwalano na obrażanie Polski i prezydenta (za nieratyfikowane traktatu lizbońskiego) przez nikczemnego prezydenta Francji, powrócono do modelu „brzydkiej panny z posagiem” wymyślonego przez naspeedowanego dziada, (nie profesora!) Bartoszewskiego. Rząd nie zrobił nic w walce ze światowym kryzysem (o czym później), poza korektą zakładanego wzrostu PKB (!). Dał sobą pomiatać w sprawie stoczni przez komisarz Kroes – gdy rządy europejskie dotowały państwowe banki, Polskę ukarano za dotowanie stoczni!!! A Sikorski milczał. Słowem, wróciliśmy na kolana.
Trzeba przyznać otwarcie, ten rząd to najbardziej nieudolny gabinet w III RP, niestety z najlepszymi układami w mediach. Stąd nadal kosmiczne poparcie dla premiera i jego rządu przy absolutnej indolencji.

Na świecie najważniejszym wydarzeniem był kryzys gospodarczy. Spowodowany durną polityką finansową bankierów w USA rozlał się na cały świat. Spowodował zachwianie wielu rynków i przyczynił się do upadku wielu banków. Większość z tych wydarzeń była niestety pokłosiem medialnej paniki, ale niewątpliwie światowe gospodarki musiały zmierzyć się z ogromnym problemem.

W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z niesamowitym precedensem. Po raz pierwszy prezydentem został czarnoskóry polityk, Barack Obama. Zaprzysiężony zostanie on jednak w połowie stycznia 2009 r., więc z oceną jego wyboru trzeba jeszcze poczekać.

Choć to tylko kilka wydarzeń, które wybrałem, to obrazują one jednak całą atmosferę zeszłego roku. Był on jednym z najgorszych dla Polski, a niestety perspektywy na właśnie rozpoczęty są niewiele lepsze. Mam jednak nadzieje, że wszyscy wykażemy się w nim większym rozsądkiem.

gooral

niedziela, 27 lipca 2008

Komunizm vs nazizm



Rosja: Komunizm i nazizm to nie to samo, Bush!




Nius mnie rozstrzelał w całej rozciągłości, zatem po kolei.


Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło w sobotę, że prezydent USA George W. Bush zranił weteranów II wojny światowej zrównując nazizm z komunizmem.


Nie zranił, lecz niechcąco 'awansował'. Dyskusja nad tym, co było gorsze w dziejach świata jest czysto akademicka, ale fakty pozostają faktami. Nazizm w swej kilkunastoletniej historii pochłonął kilkanaście milionów ofiar. Komunizm, który w swej dość wyblakłej formie przetrwał do dziś ma na swym sumieniu według różnych źródeł od 60 do 100 mln ofiar. Nie napisano, czyich weteranów, ale inteligentny człowiek domyśli się, że chodzi o weteranów Armii Czerwonej.


"Potępiając nadużycia władzy i nieuzasadnioną surowość polityki wewnętrznej sowieckiego reżimu, nie możemy przejść obojętnie nad próbami zrównania komunizmu z nazizmem i zgodzić się z tym, że były one inspirowane tymi samymi ideami i celami" - głosi oświadczenie MSZ.


Ja również nie przyrównywałbym komunizmu do nazizmu. Dżuma, a cholera. Zresztą patrz wyżej.


Zostało ono wydane w związku z podpisaną w ubiegłym tygodniu przez Busha proklamacją z okazji tzw. tygodnia narodów ujarzmionych.


Co to jest 'tydzień narodów ujarzmionych'? Nie rozumiem. Nowe postępowe święto? My, ujarzmieni, świętujemy z okazji bycia ujarzmionymi? Czy może ci ujarzmiający świętują ujarzmienie jakichś państw? A może po prostu 'pamiętajmy o ujarzmionych, wypijmy za nich Buda. Pół wieku temu piliśmy za państwa satelickie, wczoraj piliśmy za Kosowo, dziś pijemy za Tybet.'


Jak podkreślono proklamacja, pod którą prezydent złożył swój podpis, "rani serca nie tylko rosyjskich uczestników wojny, ale także weteranów z innych krajów koalicji antyhitlerowskiej, w tym amerykańskich, którzy ramię w ramię walczyli za wspólne zwycięstwo i przelewali krew w imię wolności i przyszłości".


Parę faktów. Hitler miał ambicje stworzenia Tysiącletniej Rzeszy, a Stalin imperium sięgającego od oceanu do oceanu. Gdyby nie znacząca pomoc Stanów Zjednoczonych w czasie WWII dziś albo mówilibyśmy po niemiecku (verfluchte!), albo po rosyjsku (pizdiet!).


Zdaniem strony rosyjskiej w ten sposób wspiera się tych, którzy "dla celów politycznych" starają się sfałszować fakty i napisać historię na nowo.


Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Rosjanie nadal widzą w sobie li tylko wyzwolicieli...


"W XX wieku zło sowieckiego komunizmu i nazizmu zostało pokonane, a wraz z powstaniem nowych demokracji na świecie rozprzestrzeniła się wolność" - głosi amerykańska proklamacja, której tekst zamieszczono na stronie internetowej Białego Domu.


Pachnie niezłą propagandą. Jakaś przedwyborcza gierka? Co było celem powstania tej proklamacji? Przekonanie świata, że dzielni Marines walczą o wolność i demokrację w Iraku? A może przesłanie brzmi: wolność i demokrację w Iranie zapewnić może tylko zbombardowanie perskich instalacji nuklearnych? Cel uświęca środki, tak?


c z a r o

środa, 16 lipca 2008

Puścić z dymem



Ofensywa na palaczy w toku: w polskim parlamencie trwają prace ponad podziałami nad rygorystyczną ustawą antynikotynową. Jej ostrze uderzy przede wszystkim ( na szczęście) w palaczy publicznych ( panowie posłowie nie doszli jeszcze do absurdalnego pomysłu wprowadzenia zakazu palenia we własnym aucie czy mieszkaniu). Nie zapalisz w pubie przy piwie, w kawiarni przy kawie oraz na przystanku w oczekiwaniu na autobus – chyba że masz wolne 40 tysięcy do zapłaty za swój niecny występek. To z jednej strony. Drugi sztylet zostanie wbity w portfel palacza – Komisja Europejska jest zaniepokojona różnicami w cenie papierosów na terenie całej UE, więc czuje się obowiązku wprowadzić ujednolicającą dyrektywę zmuszającą władze państw stowarzyszonych do podniesienia cen akcyzy na wyroby tytoniowe. Ale uwaga – cena akcyzy ma być uzależniona od popularności danej marki fajek. Oczywiście to wszystko dla naszego – obywateli dobra.


Wiadomo jakie są skutki biernego palenia. Szkoda, że nikt nie przeprowadza badań nad skutkami powszechnej ludzkiej głupoty. Zabraniając palenia w lokalach pozbawia się właścicieli wypływu na ich funkcjonowanie. Jeżeli chcą, żeby osoby niepalące omijały ich pub/ kawiarnię szerokim łukiem, to jest to ich prywatny problem. Skoro istnieją lokale „no smoking friendly”, to czemu nie mogą funkcjonować „ only for smokers”? Wyjściem polubownym jest wyraźnie oddzielenie dwóch zantagonizowanych grup poprzez zorganizowanie sali dla kopcących i dla tych, którzy nie lubą ani biernie ani czynnie. W takim układzie i wilk byłby syty i owca cała, ale jak widać myślenie boli i lepiej jest na ślepo wprowadzać restrykcje i błogo patrzeć na zmagania się spętanych więzami nałogu społecznych czarnych owiec.

Żeby dobić wampira osinowym kołkiem z urzędu podwyższa się ceny papierosów, co rzekomo ma zmniejszyć liczbę palaczy – w domyśle liczbę przypadków raka płuc i innych przypadłości. Paczka fajek jest takim samym towarem jak każdy inny – i ich cena powinna być regulowana w dużej mierze przez rynek a nie sterowana ręcznie przez troskliwych wybrańców narodu. Już poza wszystkim chyba nikt nie wierzy, że stałe podwyższanie cen ( lub całkowity zakaz palenia) spowoduje drastyczny spadek liczby palaczy – czemu nikt nie chce wyciągnąć lekcji ze zmagań władz państwowych z producentami alkoholu w USA w latach dwudziestych XX wieku?

Owszem zgoda jest co do tego, że palenia papierosów nie należy promować, ale też nie można pozbawiać ludzi ich wolnej woli. Każdy wie jakie są konsekwencje tego nałogu i skoro pomimo to nie chce z nim zerwać, to znaczy że jest gotów je ponieść. Nieładnie jest wycierać sobie twarz dobrem biernych palaczy, żeby wyłudzić większą kasę dla państwa z ustawowo podwyższanej akcyzy.


Szkrab


Dziś smroda. Geremkomania sięga zenitu. Niemal wszyscy geremialnie wpisują się w księgi kondolencyjne, inni w swoich ochach i achach posuwają się znacznie dalej...




Wałęsa: Geremek to drugi człowiek po Ojcu Świętym

Zdaniem b. prezydenta Lecha Wałęsy, prof. Bronisław Geremek, który zginął w niedzielę w wypadku samochodowym, "to drugi człowiek za Ojcem Świętym o takim horyzoncie i takich możliwościach". Był największym Polakiem w XX wieku, największym patriotą i intelektem - powiedział Lech Wałęsa.

A może od razu santo subito? Panie Wałęsa, zagadka. Co onegdaj powiedział król Juan Carlos I do Hugona Cháveza? ¿Por qué no te callas?


W Warszawie będzie ulica prof. Geremka?

Polscy deputowani do Parlamentu Europejskiego chcą, by jedna z warszawskich ulic została nazwana nazwiskiem zmarłego w wypadku samochodowym prof. Bronisława Geremka. W ten sposób chcą oddać hołd „wybitnemu mężowi stanu i wielkiemu patriocie” – piszą w liście do Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy.

Ponieważ jestem człowiekiem z gruntu ugodowym napiszę: niech będzie. Niech się krosuje z Al. Jerozolimskimi.


Komorowski: w Sejmie powinna być sala imienia Geremka

Marszałek Bronisław Komorowski będzie proponował Prezydium Sejmu, aby sala nr 14 w budynku G na Wiejskiej, gdzie często obraduje komisja spraw zagranicznych nosiła imię zmarłego w niedzielę prof. Bronisława Geremka. - To jest sala w najstarszej części Sejmu i wydaje mi się, że to jest propozycja najlepsza z możliwych uczczenia bardzo wybitnego polityka i parlamentarzysty, przewodniczącego pierwszego parlamentarnego klubu wolności, klubu OKP - podkreślił marszałek.

Ponieważ jestem człowiekiem z gruntu ugodowym ponownie napiszę: niech będzie. Nawet pasuje - G jak Geremek. I skończmy z tematem zmarłego raz na zawsze.


Grozi nam totalna prywatyzacja szpitali?

Nowy, przedstawiony wczoraj projekt PO prywatyzacji szpitali zdumiał opozycję i wszystkie organizacje zajmujące się służbą zdrowia. Jeśli byłby on zrealizowany, czeka nas prywatyzacja totalna - pisze "Dziennik". Obowiązkowo przekształcane byłyby wszystkie szpitale, przychodnie, a także kliniki, stacje krwiodawstwa.

Jak to 'grozi'? Przecież to jedyna szansa na postawienie na nogi całej kulawej służby zdrowia w kraju! Dawniej grożono nam 'dziką totalną lustracją', obecnie będzie to 'dzika totalna prywatyzacja', bój się ludu. Ciekawe, czy zakłada się też zniesienie przymusowych podatków na tę 'służbę'. To jak na razie najlepszy projekt, jaki zadeklarowała w swoim nicnieróbstwie PO. Szkoda, że tylko projekt.


Syn Tuska szarga polski mundur?

Syn premiera Michał Tusk paraduje po ulicy w mundurze polskiej armii! Takim samym, jakie noszą nasi żołnierze na zagranicznych misjach. Wojskowi nie mają wątpliwości - to, co robi młody Tusk, to obraza i szarganie munduru - czytamy w "Super Expressie".

A jaki mundur miałby ubrać - Wehrmachtu? Przecież na co dzień i bez konsekwencji setki grup rekonstrukcji historycznych, pasjonatów, czy zwykłych graczy paintballa przywdziewa mundury polskie, niemieckie, radzieckie... ¿Por qué no te callas, brukowcu?


Instrukcje dla medyka łapownika w razie nalotu policji

Instrukcja "Niezbędnik medyka" to odpowiedź redakcji pisma "Służba zdrowia" na zatrzymanie doktora Mirosława Garlickiego. Znalazły się w niej rady dotyczące potencjalnego nalotu CBA, ABW, CBŚ lub policji - pisze "Gazeta Wyborcza".

Jeśli lekarz zje swoją kartę SIM to przede wszystkim będzie miał prostokątny stolec. Tego typu porady są niczym innym, jak zachęcaniem do nieuczciwości zawodowej i gwarancją późniejszej bezkarności. Pani adwokat balansując na granicy prawa chyba lekko z niej właśnie zboczyła. Czy ktoś napisze taki poradnik dla prawników?

A abstrahując nieco od tematu - co to jest? Taksówkarz musi mieć, babcia-emerytka wynajmująca mieszkanie mieć będzie, a lekarze nie. Odpowiedź: kasy fiskalne. :)


Sprawa raportu Pitery w sądzie

Wojewódzki Sąd Administracyjny zajmie się w środę pierwszą skargą na odmowę udostępnienia raportu o CBA, sporządzonego w grudniu ubiegłego roku dla premiera przez minister Julię Piterę - podaje "Rzeczpospolita".

Polonistka Jupitera charakteryzuje się tym, że publicznie tylko szczeka (¿Por qué no te callas?). Mgłą tajemnicy owiane jest wszystko inne, począwszy od ilości wchłanianych przez jej urząd pieniędzy z budżetu, poprzez generowane przez ów urząd raporty, po sukcesy na stanowisku Pełnomocnika Rządu do Spraw Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych.


c z a r o

wtorek, 15 lipca 2008

Reagować, karać!!!

Po raz kolejny jesteśmy świadkami fałszowania historii. Wedle tej wiadomości zamieszczonej na Wirtualnej Polsce: "W trakcie programu szwajcarskiej telewizji publicznej zażądano od posła Dawida Jackiewicza przeprosin za Holokaust - poinformował tvp.info. Parlamentarzysta domaga się zdecydowanej reakcji MSZ.

"Za rozpoczęcie II wojny światowej i mordowanie Żydów odpowiadają Polacy. Powinni oni przeprosić za wypędzenia Niemców z Dolnego Śląska, a straty poniesione w wyniku hitlerowskiej agresji do komunistyczna propaganda" - te tezy usłyszał wrocławski poseł PiS Dawid Jackiewicz, podczas nagrywania programu dla szwajcarskiej telewizji publicznej. Parlamentarzysta chce, by w tej sprawie interweniowało szefostwo MSZ.

Chodzi o reportaż na temat wypędzeń Niemców po II wojnie światowej przygotowywany przez szwajcarską telewizję publiczną Schweizer Fernsehen. Polski korespondent stacji Thomas Vogel skonfrontował w trakcie dyskusji Jackiewicza z bohaterem reportażu, którego dziadek został wypędzony z Dolnego Śląska."

Tego typu oszczerstw, podłych kłamstw i bezeceństw pojawia się coraz więcej. A dzieje się tak, ponieważ: jest na to społeczne przyzwolenie na zachodzie (wybiórcze nauczanie historii) oraz NIE SĄ WYCIĄGANE JAKIEKOLWIEK KONSEKWENCJE. Owszem, polski MSZ od czasu do czasu wyda jakieś "żądanie przeprosin", które potem ukazują się na ostatniej stronie gazety, albo wcale. I nic więcej.

Na przykład taki "The New York Times" od lat na swych łamach pisze o polskich obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej. Podobne przypadki pojawiają się zresztą też w prasie brytyjskiej, niemieckiej itp. Nikt nie ponosi żadnych konsekwencji. W Niemczech spokojnie działa sobie poroniona pseudo-wypędzona córka oficera bandyckiej armii, której nazwiska szkoda nawet pisać... i nie dzieje się nic.

Czas w końcu powiedzieć DOŚĆ!!! Czas zacząć gnoi pozywać do sądu, żądać horrendalnych odszkodowań za szkalowanie, fałszowanie historii i za pomówienia. Trzeba uderzać personalnie, trzeba kłamców piszących tego typu bzdury oskarżać i wyciągać konsekwencje, by nigdy więcej nie mieli ochoty propagować nieprawdy.

Domagam się szybkiej i sprawnej reakcji MSZ, ogłoszonej publicznie. Liczę, że wobec tej telewizji zostaną wyciągnięte drastyczne konsekwencje.

Trzeba reagować stanowczo, bo jeśli nie będziemy działać, to za 20 lat nasze dzieci będą uczyć się nowej wersji historii, w której to Polacy rozpoczęli II wojnę światową, mordowali Żydów w obozach zagłady i wypędzali biednych Niemców.

Reagować, karać!!!

gooral

PS. Podobny problem mają nie tylko Polacy. Czyżby jakieś wspólne działanie mocarstw odpowiedzialnych za rozpętanie II wojny światowej? Jakiś nowy pakt Merkel-Miedwiediew?